denko

Denko cz. 1 – ciało, włosy.

Cześć:)

Czy zdajecie sobie sprawę, że przez cały czas kiedy mnie tutaj z Wami nie było zbierałam wszystkie zużyte pudełka. Teraz przyszedł czas, aby pokazać Wam co zużyłam przez cały ten czas.

Postanowiłam podzielić produkty kategoriami bo na jeden wpis jest ich zdecydowanie za dużo. W tym poście będą produkty do ciała i włosów, czyli szampony, odżywki, żele pod prysznic i balsamy do ciała. Kolejne posty będą ukazywać się stopniowo. Spokojnie nie zaleje Was samymi pustymi opakowaniami.

Przejdźmy do rzeczy.

Zużyłam w tym czasie 3 żele pod prysznic z Balei. Wiem, że jestem nudna z tymi żelami, ale za każdym razem kiedy jestem w Berlinie (zdarza się to średnio co pół roku) nie jestem w stanie się powstrzymać i kupuje nowe zapachy.

Te które zużyłam tym razem to Purple Kiss, Cocos&Nektarine i mega wiśniowy Abend Rod . Każdy pachnie nieziemsko. Żele są w miarę wydajne jak na swoją niską cenę są bardzo dobre. We wcześniejszych postach pisałam więcej o żelach z tej firmy. Możecie o nich przeczytać tutaj i tutaj.

Kolejny żel pod prysznic pochodzi z drogerii Muller, którą znajdziecie w Austrii. Na opakowaniu producent zapewnia o  nawilżającej  formule produkt. Powiem szczerze, że te żele mnie nie powaliły na kolana. Pachną ładnie, orzeźwiająco, ale lekko chemicznie. Ja zdecydowałam się na zapach maracuja- guarana. Żel jest bardzo gęsty, i co mnie zdziwiło mało wydajny ponieważ opakowanie posiada duży otwór z którego wydostaje się produkt. Skończył się szybko i chyba dobrze krótko się z nim męczyłam.

Wróćmy do Polski. Na naszym rynku również mamy świetne produkty, które zniewalająco pachną. Mam na myśli produkty firmy Farmona z serii Tutti Frutti.

Pierwszy z nich to olejek do kąpieli jeżyna i malina. Każdy z Was, który wąchał lub używał te produkty wie, że kiedy je powąchacie chcecie je zjeść. Ten olejek bardzo fajnie barwi wodę w wannie i daje nieziemski zapach w łazience. To już kolejne opakowanie, które zużyłam i powiem Wam, że mam kolejne w zanadrzu.

Wykorzystałam też masło do ciała Tutti Frutti o zapachu wiśni i porzeczki. I w tym przypadku zapach jest nieziemski. Jest słodki i intensywny. Zdaje sobie sprawę, że nie każdemu się spodoba, ale na zimowe wieczory sprawdzi się znakomicie. Masło jest bardzo wydajne, a zapach utrzymuje się na ciele bardzo długo. To co mi się nie podoba to to, że ten zapach przechodzi na piżamę co nie bardzo mi się podoba bo jeśli zmieniacie zapachy balsamów to czujecie tylko ten jeden. W pracy mikołaj obdarował mnie kolejnym opakowaniem tego masła więc będę miała przyjemność nadal go używać za jakiś czas.

Ostatnim produktem do pielęgnacji ciała jest organiczny krem do ciała z firmy Love Me Green. Znalazłam tę próbkę w jednym z pudełek. Z racji jego małej pojemności zużyłam go podczas jednego z wyjazdu. Jest to krem do ciała, który posiada 99 % składników pochodzenia naturalnego. Z racji tych naturalnych składników zapach produktu nie powala,  jest jednak wydajny i szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką i naprawdę nawilżoną. Bardzo zaciekawił mnie  ten produkt i być może, gdy zużyję produkty do ciała które mam skuszę się na ten produkt.

Teraz przejdźmy do produktów do włosów.

Pierwsze dwa produkty to szampony do włosów. Jak wiecie bardzo lubię szampony z Yves Rocher, jednak ostatnio przerzuciłam się na produkty z serii Gliss Kur. Pierwszy to Serum Deep Repair do włosów ekstremalnie nadwyrężonych, a drugi to Ultimate Repair do włosów zniszczonych. Oba szampony są poprawne jak na produkty drogeryjne. Jednak gdybym miała wybrać jeden z nich to zdecydowałabym się na ten Serum Deep Repair ponieważ włosy po umyciu dłużej zachowywały świeżość i nie puszyły się. Jeśli chodzi o ten czarny to pod koniec użytkowania moje włosy chyba przyzwyczaiły się do niego i po umyciu puszyły się i nie mogłam ich ogarnąć.

Teraz czas na odżywki. W tym temacie mam lekki problem ponieważ w ich używaniu jestem nieregularna. Jeśli mam rano więcej czasu to wtedy ich używam, bo chce, aby ta odżywka była choć kilka minut na moich włosach. I w ten sposób udało mi się zużyć 3 minutową odżywkę z firmy Aussie. Jest to odżywka przeznaczona do włosów zniszczonych. Zawiera ekstrakt z melisy australijskiej, która ma za zadanie wygładzić zniszczone łuski włosów. Odżywka jest poprawna jednak nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego rezultatu. Uważam, że produkt nie jest wart swoich 25 zł.

Kolejny produkt do pielęgnacji włosów to jedwab do włosów z firmy Biosilk. O tym produkcie pojawiła się recenzja na blogu. Możecie ją przeczytać tutaj. Wracam do niego co jakiś czas. Jak wspomniałam w poście skład nie powala, ale raz na jakiś czas można się na niego skusić. Zdecydowanie odradzam stosowanie go bez przerwy. Zużyjcie buteleczkę potem zróbcie sobie przerwę, aby włosy odpoczęły.

 

Rzadko się zdarza, że nie zużywam produktu do końca. Taki przypadek miałam jednak z odżywką do włosów z firmy Kallos o której pisałam bardzo dawno temu tutaj. Jak pisałam prawie dwa lata temu, że odżywka wystarczy mi do końca życia. Nie wykończyłam jej do końca, a pozbywam się jej dlatego, że jej zapach się zmienił stał się nieprzyjemny i po prostu nie będę jej już używać. Stosowałam ją raz w tygodniu lub jak mi się przypomniało jako maskę i chodziłam w niej ok 20 -30 minut. Muszę przyznać, że po takiej „kuracji” włosy wyglądały lepiej. Nie wiem jednak, czy zdecyduje się na kolejne opakowanie.

To już wszystko co mam Wam do pokazania w tym poście. Wiem wiem jest tego dużo. Mam nadzieje, że ktoś dotarł do tego momentu i to jeszcze czyta:)

Dajcie proszę znać czy miałyście któryś z tych produktów i co myślicie.

Pozdrawiam Annapoint:)

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *