Maseczkowe testowanie

MASECZKOWE TESTOWANIE- HOLLER AND GLOW PRIMARK

Czy maseczka z primarka sprosta tym oryginalnym chińskim maseczkom w płachcie? Czy maseczki kupowane w sklepach odzieżowych zadziała?

 

 

Dziś na tapetę w maseczkowym testowaniu bierzemy maseczkę, która znajdziecie w primarku. HOLLER AND GLOW to wygładzająca maseczka w płachcie. Jej oryginalna cena to 4 euro, ja jednak dorwałam ją w promocji za 1 euro. Znajdziecie ją w strefie beauty sklepu.  Pojemność maseczki to 17 ml.

 

 


 

 

 

Produkt zapakowany jest w plastikowe opakowanie, które bardzo łatwo otworzyć.  W środku znajdujemy płachtę ze zwierzęcym nadrukiem ( niebieska pantera). Czy podoba mi się ten nadruk- no cóż kwestia gustu. Wyciągając maseczkę z opakowania wiedziałam, że to nie będzie jakość maseczek azjatyckich, czy nawet tych dostępnych w drogeriach.  Nie mam totalnie pojęcia z czego wykonana jest maseczka. Płachta nie była też tak obficie nasączona jak to jest w przypadku oryginalnych maseczek. Materiał przypomina mi ceratę jest sztywny, mało elastyczny, nieprzyjemny. Gdy rozkładałam maseczkę byłam na 99% pewna, że to będzie totalny niewypał!! I był.

Słuchajcie maseczka jest na tyle twarda, nieprzyjemna, że zabieg, który ma być przyjemnością staje się mała udręką.

Postanowiłam się jednak nie poddawać i dać jej szanse, aby móc ją dla Was ocenić.

 

Po nałożeniu maseczki na twarz, które nota bene nie należało do najłatwiejszych rozpoczęły się kolejne schody. Maseczka jest bardzo dziwnie wycięta, co sprawiło, ze trudno było mi ją dopasować do twarzy. Dodatkowo nie było szans, aby z nią funkcjonować, ponieważ ześlizgiwała się z twarzy. Po ok. 5 minutach trzymania maseczki na twarzy poczułam delikatne  swędzenie twarzy. To był dla mnie znak, że maseczka nie będzie na mojej twarzy 15 minut- czyli ile producent zaleca.

 

 

 

 


 

 

 

Ściągnęłam maseczkę po ok. 10 minutach. Co prawda cera nie była zaczerwieniona, ale swędziała. Od razu zmyłam resztki  maseczki, która pozostała na twarzy i nałożyłam swoją wieczorną pielęgnację.  Po zdjęciu maseczki cera nie była przesuszona czy podrażniona, ale jak wspomniałam swędziała. Zauważyłam też, że dlatego że maseczka była twarda i ciężko było ją dopasować do twarzy nie przylegała do całej powierzchni buzi.

Podsumowując nie jestem zadowolona z tej maseczki. Ani aplikacja, ani samo noszenie maseczki ani jej działanie nie było warte nawet tego 1 euro, które za nią zapłaciłam.

 

Dajcie mi znać czy miałyście te maseczki i co sądzicie o zamiennikach azjatyckich maseczek w płachcie?

Pozdrawiam Annapoint 🙂

 

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *