Listopadowe denko :)
Cześć 🙂
Długość dzisiejszego posta jest mi bliżej nieznana, ale mimo tego bardzo serdecznie zapraszam Was na denko. Dlaczego nie wiem jak długi post mi wyjdzie?? Hmm odpowiedź jest jedna. Po prostu produkty wysypują mi się z torebki w której mieszkają do czasu wylądowania w koszu. Także przejdźmy może do rzeczy.
Zacznijmy może od produktów do twarzy.
Oczywiście zużyłam żele do mycia twarzy z Bebeauty, które pojawiają się w każdym denku. Dlaczego dwa?? Nie nie stały się mniej wydajne, po prostu po powrocie do Wrocławia czekała na mnie resztka micelarnego żelu, a z domu przywiozłam resztkę delikatnego żel-kremu łagodzącego. Opinie na temat tych produktów znajdziecie tutaj i tutaj.
Zużyłam też próbkę peelingu z 12% kwasem glikolowym. Pisałam już o nim w ulubieńcach. Znalazłam go w pudełku beglossy. Ta 5 ml próbka wystarczyła mi na miesiąc używania. Stosowałam go najpierw co trzeci dzień, a potem co drugi. Świetnie napinał skórę, lekko ją złuszczał i rozświetlał. Cena za pełnowymiarowy produkt to ponad 40 zł, ale jestem pewna, że jeszcze się zobaczymy.
Jedynym produktem z kolorówki jest maskara z Lovley Curling pump up. Tusz posiada silikonową szczoteczkę w kształcie banana. Tusz sprawdzał się dobrze, wystarczył mi na ok 3 miesiące, potem po prostu zaczął zasychać. Jeśli miałabym go porównać z tuszem z Maybelline, którego recenzję możecie zobaczyć tutaj, to jest on o niebo lepszy i o ok 10 zł tańszy, więc czego chcieć więcej:)
Skończyły mi się też dwa szampony. I w tym przypadku sytuacja jest podobna jak z żelami do twarzy, po prostu wykończyłam resztki.
Pierwszego nie muszę Wam przedstawiać. Jest to szampon odbudowujący z Yves Rocher. Przeczytacie o nim w prawie każdym denku, więc uważam, że powtarzanie o tym jak bardzo go lubię jest zbędne.
Kolejny szampon był nowością u mnie. Był to mój pierwszy szampon z Syoss. Wybrałam wersję Oleo Intense Thermo Care. Powiem Wam już na początku, że mam bardzo mieszane uczucia co do tego szamponu. Dlaczego ?? Po pierwsze na początku stosowania miałam wrażenie, że bardzo przetłuszczał moje włosy tak, że pod koniec dnia nadawały się do mycia, kiedy stosuję szampon z Yves Rocher spokojnie mogłabym myć włosy co drugi dzień. To może być spowodowane zawartymi w szamponie olejkami. Chciałam już go odstawić, ale szczerze żal było mi pół litrowej butli szamponu, dlatego z uporem maniaka stosowałam go nadal. Plusem lub minusem (zależy w jakim czasie chcemy żeby produkt się skończył) jest to, że produkt jest wydajny. Po ok miesiącu stosowania mam wrażenie, że moje włosy się przyzwyczaiły do szamponu, a po drugie produkty, które stosowałam po umyciu troszkę hamowały proces przetłuszczania się włosów. Myślę, że nie wrócę już do tej wersji, ale może w przyszłości wypróbuje inne. Aa i szampon pięknie pachnie.
Przejdźmy teraz do produktów do mycia.
Po pierwsze skończył się już peeling z Farmony. Na pewno do niego wrócę, a to co o nim myślę, znajdziecie tutaj.
Zużyłam też żel pod prysznic z The body shop o zapachu passion fruit oraz żel z Yves Rocher o zapachu fioletowego ryżu z Laosu cokoliwiek to znaczy. Choć te produkty już mi się skończyły pojawi się o nich osobna notka porównująca ich wydajność.
Żel z the body shop pięknie pachniał, a zapach długo się utrzymywał. Naprawdę jest godny polecenia, jednak cena regularna czyli 25 zł. odstrasza, tym bardziej, że ma podobne działanie do żeli z Balea, które kosztują całe 0.55 euro.
Co do żelu z Yves Rocher to jest porażka. Nie wiem co mnie podkusiło, że kupiłam ten zapach. Ależ on śmierdzi. Jest mało wydajny, ale o tym już mówiliśmy. Nie wrócę już do niego.
Skończyły mi się też chusteczki nawilżane dla dzieci z Rossmanna. Używam ich do przecierania dłoni po podkładzie. Są bardzo fajne i niedrogie, serdecznie Wam je polecam.
Zużyłam też dwa plastry na nos przeciw wągrom, ale jedno opakowanie gdzieś się zapodziało. O tym produkcie możecie przeczytać tutaj.
Wiele słyszałam o serii ziaja liście zielonej oliwki. Postanowiłam wypróbować na początek oliwkową maskę regenerującą z kwasem hialuronowym. Maseczka dobrze nawilża i jej zaletą jest fakt, że się wchłania i nie ma potrzeby jej zmycia.
Kąpiel umilała mi kula do kąpieli ze Starej Mydlarni o zapachu truskawkowym. Zaletą kuli jest jej piękny zapach. Pozostawia na ciele uczucie nawilżenia. Zużyłam ją na dwa razy.
Skończył się też mój ulubiony zapach, który pojawił się w ulubieńcach tutaj. Jeśli będę miała okazję kupie go jeszcze raz.
Do kosza wędruje też rękawiczka peelingujaca. Znajdziecie ją w każdym Rossamnnie. Świetnie sprawdza się do codziennego mycia zamiast gąbki. W łazience mieszka już kolejna. 😀
Osobom, które dotrwały do końca szczerze gratuluję:) To już wszystko co zużyłam. Postaram się ,aby kolejne denko było choć ciut krótsze.
Pozdrawiam Annapoint:)
















3 komentarze
~limonade_alice
U mnie żele micelarne z Biedronki się nie sprawdzają…
Z szamponu z YR byłam średnio zadowolona, ale mają dużo lepszą formułę niż kiedyś 😀
Pozdrawiam!
~MM
Używam dokładnie tego szamponu Syoss i mogę go serdecznie polecić, ale do naprawdę suchych włosów. Z resztą, właśnie takim włosom jest dedykowany!
Gdy mam więcej czasu, po ciepłym prysznicu zawijam włosy w ręcznik i siedzą pod turbanem dłużej niż zwykle. Olejki lepiej działają, gdy posiedzą w cieple, a włosy są o niebo lepsze…
annapoint
Fajnie, że sprawdził się u ciebie MM:) Może mi spodobają się inne wersje 🙂 Pozdrawiam 😛